Spis rozdziałów

wtorek, 9 grudnia 2014

Utracone Miasto: Rozdział 2

Utracone Miasto

Rozdział 2 

-Haha! I pomyśleć, że w końcu nasz Nathan się zakochał! - Ethan wyraźnie rozbawiony gestykulował rękami podczas swojej wypowiedzi. - Miałeś wtedy taką minę: "Ah! Już nie puszczaj mej dłoni!" Co najlepsze, nie puszczał! Ej Luka, jak myślisz? To miłość? - Chłopak zerknął na mnie, wyraźnie mając niezły ubaw. Nathaniel nie wyglądał na zadowolonego. Wciąż zażenowany wyczynami kolegów siedział na ławce pokryty czerwienią.
- Przestańcie..!
- Na pewno. Widząc ich pierwsze spotkanie jestem skory uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia. Byli w siebie wpatrzeni jak w obrazy. - Zaśmiałem się i podszedłem bliżej Ethana, który ujął moją dłoń.
- Nathanielu... Ja zawsze czekałem na ten moment... - powiedział teatralnie Ethan i z poważną miną patrzył w głąb moich bursztynowych oczu. Od r azu załapałem do czego dąży.
- Czyżbyś czuł to samo co ja..? - wyszeptałem unosząc jego dłoń do ust i nieśmiało wpatrywałem się w niebieskie oczy. - Od zawsze pragnąłem kogoś takiego jak ty...
- Pragnę cię! Pragnę byś był ze mną już na zawsze! Chce ciebie i twojego ciała... - Poczułem uderzenie w plecy. Ethan docisnął mnie do ściany starając się ująć sytuacje w bardziej intymną.
- Nie tak szybko! Ja... Nie jestem gotowy. -wybroniłem się szybko naśladując głos zawstydzonego kolegi.
- Ja tak nie mowię..!
- Będę delikatny... - brunet zignorował sprzeciw Nathaniela i musnął ustami moją szyję. Mimowolnie spiąłem się, wciąż pamiętając jednak o zabawie. Uniosłem nogę i pozwoliłem Ethanowi podtrzymać ją w górze. Zdziwiła mnieo dobra gra aktorska Ethana i jego śmiałość. Bowiem bez problemu docisnął swoje biodra do moich i... ściskał mój pośladek. Nie udało mi się ukryć już widocznego na twarzy rumieńca. Mój tyłek był strefą bardzo wrażliwą...

- Ah, Russel... Jesteś moim pierwszym, nie chce by bolało..!
- Już wystarczy! - dał o sobie znać Nathaniel.
- Nie bój się... Obronie cię... Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. - Usłyszałem przy uchu czuły szept Ethana. To wciąż była gra? Ethan w końcu powiedział to na tyle cicho , że Nathan nie mógł tego usłyszeć. Chłopak odsunął się, by zerknąć mi w oczy na nowo.
- Russel... - mruknąłem cicho, aby sprawić pozory, że traktuje to wciąż jako tą zabawę. Nie zdążyłem jednak dokończyć, bo Ethan krótko mnie pocałował. - Ej! - młodszy chłopak szybko uciekł przez zniszczone wejście. Rozproszony ja nie czekałem i rzuciłem się w pogoń za towarzyszem zostawiając czerwonego przyjaciela samego. Będzie mnie jeszcze całował, co to to nie! - Zniszczyłeś zabawę!
- Ale widziałeś jego minę? – Ethan przystanął odwracając się w moją stronę. - Z reszta Russel i tak to wszystko widział. Akurat stał w oknie. - Tak nazywał otwory okienne, które nijak się miały do okien. 

- Co proszę?! Jak to widział?! Przecież to wszystko co robiliśmy... - niemal pisnąłem zawstydzony i szybko schowałem twarz w dłoniach. On widział? Jak to? Kiedy? Przecież prawie jęczałem jego imię! Oczywiście dla żartu ale... To wyobrażenie, że Russel był świadkiem takiej roli wprawiało w uczucie wstydu. 
- Specjalnie to tak rozegrałem. - Kontynuował Ethan nie przejmując się moim zrzędzeniem. - Teraz mają przynajmniej możliwość, aby posiedzieć we dwójkę. - Przemilczałem to. Czyżby na prawdę planował to od samego początku? Po Ethanie można by było się w sumie spodziewać wszystkiego. Russel i Nathan mogliby tworzyć uroczą parę. Ale to by mi zabrało przyjaciela i... Russela? Przypomniało mi się w jednym momencie jak trzymał nie w swoich ramionach.
- Ej. Niezły jesteś. - skomentowałem w końcu z uśmiechem, odrzucając zbędne odczucia i pytania. Ruszyłem wraz z Ethanem przed siebie. Szliśmy tak dość długo, aż nie postanowiliśmy się ścigać na dach budynku. Brunet dotarł pierwszy i rozsiadł się przy murku, który otaczał powierzchnie dachu. Poklepał miejsce obok siebie i szybko do niego dołączyłem.

***

Russel niepewnie wszedł do pomieszczenia tuż za psem. Max jak szaleniec zaczął biegać od ściany do ściany. Jego właściciel skupił swój wzrok na zawstydzonym Nathanielu, który speszył się na jego widok jeszcze bardziej. Cicho dosiadł się do niego i czekał aż Nathan rozpocznie rozmowę. Po paru minutach jednak miał dość niezręcznej ciszy i sam się odezwał.
- Nie przejmuj się nimi, żartują sobie tylko. - posłał chłopakowi pocieszający uśmiech, którym miał zamiar podnieść go na duchu. Ten jednak nawet się na niego nie spojrzał. - Ej no nie olewaj mnie. Słuchaj, oni mogą sobie gadać co tylko chcą, tego im nie zabronisz. Ale nie bierz sobie do serca wszystkiego. - Russel skrzywił się nieznacznie i stanął naprzeciw chłopaka. Z jednej strony wyglądał na przygnębionego, co sprawiało, że brunet chciał go pocieszyć, a z drugiej... Musiał przyznać, że był uroczy. - Wstawaj, zabieram cię na herbatę i ciastko.
- Nie musisz...
- Musze. Nie mam zamiaru patrzeć jak jesteś w takim stanie. - Widząc, że Nathaniel w końcu odważył się podnieść głowę, ruszył do wyjścia. - Nie zostawaj w tyle!

Po niepełnych 20 minutach drogi dotarli do bloku, w którym mieszkał Russel. Powolnym tempem wdrapali się na pierwsze piętro i jako pierwszego wpuścili Maxa. Następnie wszedł Nathaniel, a tuż za nim właściciel mieszkania. Chłopiec dyskretnie rozejrzał się po pomieszczeniach. Nie było tu dużo miejsca i raczej wszystko było zagracone. Wiele rzeczy tkwiło jeszcze w kartonach, jakby dopiero się rozpakowywał. Korytarz był w morelowym kolorze, a pokój Russela kremowy. Oprócz tego, w mieszkaniu znajdowała się jeszcze tylko kuchnia i toaleta. Nathan zasiadł na jedynym krześle tuż przy niewielkim stole. Max w tym czasie podreptał wyjeść karmę z miski. Russel zniknął w kuchni i pojawił się po 2 minutach z ciastkami i paluszkami. Rozłożył przysmaki na stole i odetchnął.
- Herbata się robi. Chyba że wolisz kawę?
- Herbata wystarczy... - mruknął niepewnie gość nie patrząc w stronę Russela. Dziwnie czuł się siedząc sam na sam w mieszkaniu z obcym mężczyzną. W końcu nie było to tak zupełnie bezpieczne. Z rozmyślań wyrwał go głoś należący do Russela.

- Sory, że tak brudno i biednie z tym jedzeniem ale nie wiedziałem, że sprowadzę tu jeszcze dziś gościa. W sumie jeszcze nikt tu nie przychodził, więc jesteś pierwszy... - Nathanielowi na te słowa stanęło coś w gardle z podekscytowania. - Chcesz coś konkretnego do jedzenia? Nie wiem... Jakaś kanapka czy coś.
- Nie, naprawdę, nie kłopocz się. W sumie lepiej i wygodniej by było gdybym już poszedł... - powiedział i równie szybko wstał, aby jak najszybciej wyrwać się z tego pomieszczenia. Atmosfera tutaj była taka napięta... Niemal intymna, gdyby nie szwendający się po korytarzu pies. To go dekoncentrowało. Russel jednak nie miał zamiaru pozwolić mu odejść i szybko chwycił go za ramię.
- Rany, nie możesz zostać? Nie rób z siebie ofiary, którą nie jesteś. Gdybyś mi zawadzał w jakikolwiek sposób nie przyprowadzałbym cię tutaj, no nie? Więc daj już spokój i daj mi się nacieszyć twoim towarzystwem. - Nathaniel stał wpatrując się w oczy starszego chłopaka, po czym w końcu... się uśmiechnął. Odważył się na to, a wręcz przyszło mu to z niespodziewaną łatwością. 

Resztę dnia i wieczoru spędzili razem śmiejąc się i oglądając na laptopie jedną z części „Władcy Pierścieni”. W końcu oboje mogli spędzić przyjemnie czas bez jakichkolwiek zmartwień czy uczucia samotności. Oboje poczuli się dobrze w swoim towarzystwie.


***

Przemierzałem centrum miasta, które już zdążył pokryć zmrok. Szedłem powoli i popijałem sok kupiony w sklepie na rogu. To było uciążliwe, że wciąż uciekałem myślami do tego co stało się zaledwie pare godzin temu. Oprócz tego zastanawiałem się także, czy Nathan będzie na mnie zły o te wygłupy. Nie powinien, w końcu byliśmy przyjaciółmi. No właśnie. Skoro byliśmy nimi to nie powinienem był tak z niego żartować. Skrzywiłem się lekko rozmyślając i skręciłem w kolejną uliczkę. Jeśli Nathanielowi na prawdę podobał się Russel to chyba powinienem go wspierać. W dodatku wszystko wskazywało na to, że owa sympatia była odwzajemniona. Przystanąłem i wrzuciłem pustą butelkę do śmietnika. Nathaniel i Russel byli gejami? Przez chwile stałem w bezruchu nie myśląc właściwie nad niczym. Ostatecznie wzruszyłem ramionami i znów pokierowałem się do domu. To chyba nic złego jeśli w ich grupie pojawi się kolejny gej. Z rozważań wyrwała mnie osoba, która właśnie we mnie weszła. Zachwiałem się, ale udało mi się utrzymać w pionie.

- Wszystko w porządku? - słysząc głos podniosłem głowę, by przyjrzeć się tej niezdarnej postaci. Z początku groźnie zawarczałem, ale widząc zmieszany wyraz twarzy Nathaniela od razu złagodniałem. To tylko on. A już miałem ochotę komuś przywalić.
- Matko, człowieku uważaj... Doprowadzisz mnie do zawału i w dodatku połamiesz. - westchnąłem i pociągnąłem w stronę jego domu. - Gdzie się tak szwendasz o tej godzinie? Chyba powinieneś już iść spać synku. - uniosłem brew obserwując przyjaciela i szybko zaobserwowałem jak na jego twarzy pojawiają się rumieńce.
- Byłem u Russela... - odrzekł nieśmiało ciemnowłosy, a ja szybko skojarzyłem fakty. Romantyczny wieczór w mieszkaniu lubego? Nieźle.
- Świetnie się dogadujecie jak na wasze drugie spotkanie w życiu.
- No... Sam się temu dziwie. Ale tak jest dobrze. To mój kolejny przyjaciel.

- Czy aby na pewno tylko przyjaciel? - Starałem się wprawić towarzysza w zakłopotanie co nie było takie trudne. Bawiło mnie, gdy policzki Nathana były pokryte rumieńcami. - Haha! Dobra nie patrz tak bo spłoniesz. Przecież widzę co się święci. - Uśmiechnąłem się szeroko ukazując swoje białe zęby. - Powiem tak... Atakuj póki możesz, dopiero wtedy coś osiągniesz. Chyba za długo czekałeś na kogoś odpowiedniego, a Russel wydaje się być fajnym gościem. - Nathaniel zawsze był nieśmiały i cichy. Dopiero teraz nadarzyła się okazja, aby coś zmienić w swoim nudnym życiu. Miałem ochotę pomóc w tym przyjacielowi i od razu się przy tym zabawić w swatkę. Jeszcze zobaczy, że będzie mu dziękował!
- A on się tobie podoba? - Spojrzałem zdziwiony na przyjaciela i wybuchłem na to pytanie gromkim śmiechem.

- Mi? No proszę cię. Na razie nie szukam chłopaka. Kibicuję wam. - uśmiechnięty podprowadziłem pod dom Nathaniela. Russel zdecydowanie był w moim typie, ale nie poczułem do niego nic takiego co Nathan. Przeszliśmy przez ogromne ogrodzenie do wielkiego domu. Ściany budynku były kremowe, a dachówki w ciemnym brązie. Otaczał go ogród pełen kwiatów w rozmaitych kolorach. Nathaniel Walker był jednym z najbogatszych dzieciaków w mieście. Często zostawałem u niego na noc i tak też było i tym razem. Od 11 lat byliśmy przyjaciółmi i byliśmy do siebie bardzo przywiązani. Tej nocy już nie poruszaliśmy tematu Russela, ale Nathan już wiedział jak ma się zachować i co zrobić... Poderwie Russela.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Utracone Miasto: Rozdział 1

Okej. No to mamy 1 rozdział "Utraconego Miasta"! Dużo informacji i imion ale myślę, że da się ogarnąć. Od razu ostrzegam o występującej w opowiadaniu tematyki yaoi (boyxboy). Żeby potem nie było, że nie ostrzegam. :c 

Utracone Miasto

Rozdział 1 



- Max! Wracaj! – wołanie nie zatrzymało biegnącego psa. Jego sapanie zagłuszało ciszę między ruinami jednego z budynków. Mężczyzna o czarnych włosach spokojnie zmierzał w kierunku, w którym pobiegł jego pies. Przywitało go niedbałe graffiti znajdujące się nad wejściem przy jednym z murów. Przystanął i skupił się na rozczytaniu liter - „Utracone Miasto”. Wzruszył ramionami i ruszył dalej w poszukiwaniu zwierzęcia. Stawiał pewne siebie kroki ciężkimi glanami. Za dzielącą go od psa ścianą, owczarek niemiecki rzucił się mnie i przewrócił prosto na ostre kamienie. Poczułem ból w plecach i krzyknąłem zszokowany.
            Zaśmiał się cicho widząc jak Max siedzi na MNIE i uparcie obmywa swoim językiem MOJĄ twarz. Warczałem przy tym próbując odsunąć od siebie te śmierdzącą bestię. Wciąż rozbawiony brunet chwycił psa za obrożę odciągnął go. Czułem jak mierzy mnie całego wzrokiem, zapewnie oceniając. Skrzywiłem się, gdy wyciągnął rękę lecz nie korzystając z pomocy sam wstałem i otrzepałem swoje ubranie składające się z wąskich, czarnych spodni i szarej koszulki. Brunet wciąż nie odrywał wzroku. Irytujące. Zerknąłem na niego szybko również oglądając. Wysoki, postawny... metal. Ubrany na czarno z glanami i łańcuchem przy spodniach. Jego włosy związane były w niewielki kucyk. Staliśmy jeszcze tak w niezręcznej ciszy aż nie usłyszeliśmy dziewczęcego pisku.
- Cholera… - zdążyłem mruknąć, nim na szyję rzuciła mi się zgrabna blondynka o długich pofalowanych włosach.
- Luka! Gdzieś ty był?! Ethan cię szuka! Już pół godziny siedzi zniecierpliwiony! – dziewczyna wydęła usta i zerknęła na wysokiego przybysza. Mimowolnie się zarumieniła i puściła szyję chłopaka. – A to kto…?
- Nie wiem, ale jego pies zdaje się być natarczywy… To upierdliwe. – prychnąłem chowając swoje dłonie w kieszenie spodni. Zerknąłem niby to przypadkiem na nią próbując zrozumieć dziwny rumieniec, który pojawił się na jej twarzy. Czyżby wreszcie ktoś wpadł jej w oko?
- Max. – oboje zmarszczyliśmy brwi równo z Lisa wpatrując się w wysokiego chłopaka. Max? W końcu usłyszeliśmy śmiech mężczyzny. – Mój pies.
- Aaa..! – dziewczyna nagle rozpromieniła się i złączyła dłonie klaskając przy tym. – A ty? Jak się nazywasz? W jakim celu tu przyszedłeś?
- Russel. – przedstawił się jednym słowem. Ze szczęśliwej dziewczyny przeniósł wzrok na mnie. Ja na to szybko spojrzałem w inną stronę, a uwaga Russela powróciła na dziewczynę, która zrobiła zgrabny piruet. Pozwoliła, aby przy tym jej zielona sukienka ponętnie zawirowała. Była świadoma swojego pięknego ciała.
- Ja jestem Lisa, a ten tu ponurak to Luka. – dziewczyna przedstawiła mu także swoje lśniące zęby. – Więc? Co cię tu sprawdza?
            Zadając to pytanie Russel zebrał swoje myśli. Dotarł do Utraconego Miasta, zniszczonego osiedla w którym młodzi ludzie zbierali się, aby wypić, zażyć narkotyki lub zaliczyć dziwkę. Widziałem jak marszczy swoje brwi. Pewnie próbował nas oceniać. Dyskretnie próbowałem uciec gdy skupił swoją uwagę na dziewczynie.
- Mój pies tu przybiegł. Chciałem go złapać ale widocznie udało się to komuś innemu. – poczułem wzrok rozbawionego Russela, zanim zniknąłem za murkiem. Upierdliwy Max ruszył za mną. Lisa odwróciła się znów w stronę przybyłego przyglądając mu się wciąż rumiana na policzkach.
- Słyszałeś o tym miejscu?
- Co nieco. Podobno to miejsce nie jest strzeżone i każdy może tu robić co chce. – Russel dyskretnie rozejrzał się dookoła. Wszystkie ściany, a raczej jej resztki, były bardzo zniszczone. Przyozdabiały je różne napisy i rysunki.
- Dokładnie. Muszę dołączyć do znajomych. Idziesz ze mną? – zamrugała kusząco i nie czekając na odpowiedź udała się prosto w stronę, gdzie zniknąłem. Russel wiedząc, że i tak musi odnaleźć psa, powoli poszedł za dziewczyną. Dotarł do zniszczonego pomieszczenia, w którym znajdowało się pare desek, które miały imitować ławki. Zmierzył wzrokiem zebrane osoby. Dziewczyna dosiadła się do jakiejś hipsterskiej Chinki. Na prostopadle ułożonej do nich ławce siedział chłopak z tunelami i kolczykami w twarzy. Entuzjastycznie opowiadał mi o jego ulubionym zespole. nie byłem zbyt zainteresowany tym co do mnie mówił więc zajmowałem się głaskaniem Maxa. Odkryłem że jest o wiele słodszy niż myślałem. Max chyba mnie polubił po próbował lizać mnie po dłoniach żywo merdając ogonem. Russel dosiadł się obok i przeciągnął, co nie umknęło uwadze Lisy. Starałem się zlekceważyć że wybrał miejsce obok mnie. Czułem jednak obowiązek wprowadzenia do w towarzystwo.
-  Kate Lu i Ethan Tarver. A to Russel. – powiedziałem jakby od niechcenia. Max położył łapy na moich udach domagając się pieszczot.
- Mimo cię poznać. – Odezwał się roześmiany chłopak z tunelami. Emanowała od niego pozytywna energia. – Widzę, że Lisa już zdążyła cię wciągnąć do naszej paczki. – uśmiech nie schodził Ethanowi z ust co wywierało pozytywne wrażenie o chłopaku. Russel nie dostrzegł, że w tym samym czasie siadła przy nim kolejna osoba.
- Nie jestem pewien czy od razu mógłbym być jednym z was. – wybronił się mężczyzna szczerząc się. – Szybko jesteście w stanie przyjąć nowych.
- No proszę cię! Przyda się każdy który pomoże trochę zarobić!
- Zarobić? – Russel uniósł brew.
- Na pewno słyszałeś o tym co się mówi o Utraconym Mieście. Tutaj chodzi o wydawanie i zarabianie. Prostytucja, narkotyki… lub przebywanie w dobrym towarzystwie. – dodał Ethan jakby chcąc się wybronić z podejrzeń. Russel jeszcze chwile na niego spoglądał.
- Uznałeś że miałbym pomóc wam zarabiać. Za przebywanie między wami raczej opłat nie pobieracie.
- Bystry! – pisnęła Lisa i objęła ramieniem Chinkę, na co Kate się nieśmiało uśmiechnęła. – Nie od razu ci jednak wszystko zdradzimy. – dodała spokojniejszym tonem głosu.
- Nathaniel. – odezwał się w końcu cichym głosem najniższy z zebranych i nieśmiało wyciągnął rękę w stronę nowego. Russel w końcu spojrzał w jego stronę. Krępej budowy chłopak z czekoladowymi włosami. Brunet uścisnął mu dłoń nie odrywając wzroku od jego twarzy. Uparcie przyglądał się jego piegom, które otaczały jego nos. Ale coś jeszcze przyciągało jego spojrzenie. Niesamowicie niebieskie oczy w których właśnie odpłynął… Nathaniel miał przyspieszony oddech, speszony jego spojrzeniem. Mimo wszystko też w skupieniu obserwował oczy Russela. Ogarnęło ich dziwne uczucie fascynacji… Patrzyłem na nich zdziwiony. Czyżby wpadli sobie w oko?
- Ej, chłopaki! – Lisa stała tuż nad nimi dziarsko podpierając ręce na biodrach. – Oderwalibyście się od siebie co?! – prawie krzyknęła, a jej policzki ozdobił rumieniec. Zadrżałem momentalnie słysząc swoje imię. – Luka! Weź Russela z Maxem i pokaż im teren.
- Ale dlaczego ja?! – zmarszczyłem brwi ale szybko wstałem, wiedząc, że dziewczynie nie można się sprzeciwiać. Potem skierowałem się w stronę wejścia. Stał tam obcy mężczyzna… Nikt z przybyłych nie miał odwagi spojrzeć w tamtą stronę. Prychnąłem głośno i minąłem mężczyznę powstrzymując się, by nie zgromić go spojrzeniem. Russel ocknął się słysząc moje ciężkie kroki. Nie dostrzegł, że wciąż trzymał dłoń Nathaniela. Szybko zerwał się i pośpiesznym krokiem razem z psem starał się mnie dogonić.
            Szliśmy w ciszy po kamieniach, będąc już na świeżym powietrzu. Russel czuł się dość niepewnie, bo wroga atmosfera dawała o sobie znać. Ja natomiast emanowałem wściekłością spowodowane wizytą mężczyzny. Brunet szedł tuż obok próbując zrozumieć moje zachowanie. Mimo napiętej atmosfery między nami, pies zdawał się być szczęśliwy. Biegał po skałach i jak wariat skakał dookoła nich.
- Chodzisz z nią? – Brunet w końcu odważył się odezwać. Nie lubił, gdy zapadała cisza, lepsza już była rozmowa o niczym. Widząc, jak wpatruję się w niego z uniesioną brwią odezwał się na nowo. – Czy chodzisz z Lisą?
- A co? Spodobała ci się? To trochę nie w porządku wobec Nathana, nie? – prychnąłem i odwróciłem wzrok szukając czegoś pod sobą. Chwyciłem jeden z kamieni i rzuciłem gdzieś przed siebie. Max zadowolony pobiegł znaleźć latający przedmiot.
- Co? Nie! To znaczy to bardzo ładna dziewczyna i w ogóle… Z resztą co Nathaniel ma do tego? – Russel zmieszany pytaniem nie odrywał ode mnie wzroku. Spokojnie szedłem rozglądając się za kolejnym przedmiotem do rzucenia.
- W Lisie nie można się zakochać. – odparłem chłodno omijając sprawę z niskim chłopakiem. Wolałem od razu na starcie wytłumaczyć mu pare rzeczy. Im szybciej tym lepiej. – Jak myślisz, dlaczego się chciała ciebie stamtąd pozbyć? – zerknąłem na niego pytającym wzrokiem.
- Nie wiem. Z resztą skąd miałbym wiedzieć takie rzeczy? Znam was raptem 20 minut! – odetchnąłem na te słowa i wdrapałem się na mur otaczający budynek. Rozsiadłem się na nim wbijając wzrok gdzieś przed siebie. Russel szybko dołączył do mnie i siadł tuż obok. – Więc?
- Lisa jest prostytutką. Tamten w drzwiach przychodzi do niej. – powiedziałem ściszonym głosem. Ta sytuacja wywierała na mnie smutek jak i złość, która szybko dała o sobie znać. – To chore! To moja przyjaciółka, a daje się tak traktować! Chce jej pomóc i staram się to robić na wszystkie sposoby, a ona jednak nie chce tego zrozumieć i dalej puszcza się z tymi niewyżytymi chujami! – Zaciskałem palce na cegłach próbując w ten sposób dać upust swoim nerwom. Zacisnąłem wargi chcąc się jakoś uspokoić. Spuściłem głowę i wzmocniłem ucisk palców. – Mam tego dość, ona cierpi. Ja to wiem, znam ją. W głębi siebie ona tego nie chce. A musi…
- Luka… - odezwał się ze ściskiem w gardle Russel. Moje imię brzmiało w jego ustach tak spokojnie... Russel wrócił myślami do roześmianej dziewczyny. Jej zgrabnych i prowokujących ruchów. Pamiętał też o brodatym mężczyźnie czającym się w drzwiach. Czemu wcześniej o tym nie pomyślał? Zabiłby gnoja. Żeby tak wykorzystywać bezbronną dziewczynę?! Skupił się teraz na Luce. Dopiero się poznali, a on mógł już tak wiele mu powiedzieć. W sumie najłatwiej zwierzać się osobie której się nie zna. Nie może cię wtedy oceniać.
- Spodobałeś się jej… A ona nie chciała byś o tym wiedział. Pierwszy raz widziałem jak się rumieni na czyjś widok, jak nie może oderwać od kogoś wzroku… Nie chciała byś źle o niej myślał. Ethan też to dostrzegł, dlatego chciał byś z nami został. – ściszyłem głos wyraźnie się uspakajając. Zerknąłem na Russela błyszczącymi oczyma. Miałem ochotę się rozpłakać przeżywając sytuację Lisy. Była moją drogą przyjaciółką. – Błagam… Nie odtrącaj jej za to co robi… - załamanym szeptem zadałem cios Russelowi. Poczułem jak obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami. Nie często inni przytulali mnie w ten sposób.  Zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Nie będę osądzał jej bezpodstawnie. Ludzie żyją jak tylko mogą, bez względu jakie metody utrzymania wybiorą… Chcą żyć i pokazać każdemu że potrafią sobie radzić. – uspakajał mnie delikatnym głaskaniem po głowie. Czuł się dziwnie i nieswojo spoczywając w ramionach tego mężczyzny. Ale powoli dochodziłem do siebie. Dopiero teraz dotarło do nie jakim emocjom pozwoliłem z siebie wypłynąć. I to przed nieznajomym! Szybko wyrwałem się z uchwytu i zeskoczyłem z muru. Nie mogłem sobie pozwalać na chwile słabości!  Max w sekundzie już był przy mnie.
- Idę do domu. – mruknąłem jeszcze na odchodne i zacząłem się szybko oddalać. Brunet w ciszy obserwował moją znikającą sylwetkę, po czym westchnął i zaczął rzucać psu patyki chcąc się czymś zająć.

            Teraz musiał podsumować ten dziwny dzień. Pies zaprowadził go do Utraconego Miasta gdzie spotkał grupkę młodych osób. Zimnego, ale wrażliwego Lukę, atrakcyjną prostytutkę Lisę, uroczego Nathaniela… Nie pominął także wspomnienia o radosnym Etanie i cichej Kate. Nie spodziewał się, że wychodząc z psem na spacer, mógł tak spędzić tę godzinę. Dopiero zaczął zdawać sobie z tego w co został wplątany. Pozna sekrety Utraconego Miasta.

niedziela, 9 listopada 2014

Podzielone serce (zyjemywsroddebili.blogspot.com)

Hej, hej witam! c:
W końcu zebrałam się w sobie i uznałam, że czas opublikować to co sobie bazgram. Oczywiście profesjonalizmu tu nie ma.
Blog skupi się na opowiadaniu Utracone Miasto, ale wciąż nad nim pracuję. Za ten czas pojawią się tu oneshoty lub krótsze opowiadania.
Yume


zyjemywsroddebili.blogspot.com – tutaj znajduje się opowiadanie o gangu z perspektywy Szymona. Przestawiony fragment jest elementem przyszłości opisanej tam historii. Wszystko powstało na bazie RPG pisanego przeze mnie i moich znajomych. Blog nie należy do mnie.


            Uchyliłem leniwie powieki i wbiłem wzrok w ścianę naprzeciwko mnie. Doskonale wiedziałem gdzie się znajdowałem. Siadłem drapiąc się po karku i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Dopiero teraz mogłem ocenić jak bardzo się tu zmieniło odkąd się wyniosłem z tego mieszkania. W samych bokserkach zgramoliłem się z łóżka i chwyciłem ubrania, które w nocy zrzuciłem do snu. Zakładając koszulkę z krótkim rękawem i spodnie, mogłem spokojnie zebrać do kupy parę faktów. Brałem udział w kolejnej akcji Filipa, terrorysty zwanego „Łasicą”, który zarazem był moim byłym. To w jego mieszkaniu obecnie się znajdowałem. Chwyciłem bluzę należącą do niego i wyszedłem z mieszkania o pare lat starszego mężczyzny. Było chłodno, więc pożyczyłem sobie jego ubranie. W końcu, gdy spałem wyszedł, a nie powinien mieć nic przeciwko. Kierowałem się w stronę własnego domu, który dzieliłem ze swoim… mężem. Małżeństwo. Byliśmy jedną z par, której udało się dostąpić tego zaszczytu za granicą. Kochałem Szymona, lecz często pojawiały się myśli o pożądaniu, które czułem wobec poprzedniego partnera. Cóż, trudno jest zapomnieć o kimś z kim było się 7 lat. Podczas akcji zdałem sobie sprawę z tego, że uczucia nie gasną tak szybko i byłbym w stanie na nowo mu ulec. Wiedziałem, że i on nie wyleczył się z uczuć. Mimo wszystko nie lgnęliśmy już ku sobie. Nawet leżąc niemal nagi w jego łóżku nie doszło do niczego. Mimo uczuć, potrafiliśmy utrzymać dystans między sobą.

            Zbliżałem się do mieszkania będąc świadomym tego, co zaraz się stanie. Będę musiał stanąć twarzą w twarz ze swoim chłopakiem. Po naszej ostatniej kłótni, nie było mnie z rzędu dwie noce w mieszkaniu i byłem przekonany o tym jak cierpiał przez ten czas. Ja za to myślałem wtedy jedynie o swoich uczuciach do Filipa, które po raz kolejny dały o sobie znać i zawładnęły moim umysłem.
            Kolejne kroki po schodach i cicho otworzyłem drzwi do mieszkania. To nie tak że się bałem konfrontacji ze strony Szymona. Po prostu odczuwałem pewien niepokój, bo nie zdziwiłbym się gdybym właśnie oberwał nadlatującym wazonem. Zsunąłem z siebie buty i podreptałem do łazienki. Podświadomie wiedziałem, że nie spał. Potrafiłem to wyczuć, znałem go jak nikt inny. Zerknąłem w lustro wpatrując się w swoje szare oczy i okalające moją twarz czarne, długie włosy. Obmyłem się i skierowałem się do kuchni. Chwyciłem zimne piwo z lodówki i zasiadłem na parapecie, a po wypiciu napoju zająłem się paleniem papierosa. Musiałem mieć chwile, by zdobyć się na to, aby wejść do sypialni. W końcu wszedłem do ciemnego pokoju. Kątem oka zerknąłem na postać siedzącą na parapecie. Jego szczuplejszą sylwetkę i bardziej szarą skórę. Słyszałem brzmienie muzyki z słuchawek i nosem mogłem wciągnąć dym papierosa, który roznosił się po pokoju. Widząc puste paczki w pokoju, mogłem dojść do wniosku, że na prawdę się martwił. Nikt normalny nie wypaliłby tyle w ciągu 3 dni. Szybko jednak zająłem się wybraniem paru ubrań z szafy i po chwili szybko zniknąłem w łazience. Tam zmieniłem ubrania na szare dresy i czarny t-shirt. Zerkając na rany postanowiłem zakryć je bluzą Filipa. Nie umiałem jej z siebie zdjąć, tęskniłem za zapachem tego mężczyzny, świadom tego, że nie powinienem. Ponownie stanąłem w drzwiach do sypialni czekając na jakąkolwiek reakcje. Cisza.

            Westchnąłem pod nosem i ułożyłem się w miękkim łóżku do snu. U mojego byłego nie potrafiłem się wyspać. Byłem w swoim ciepłym domu, lecz czułem chłód bijący od pewnej osoby, która zbierała się w sobie by w końcu jakoś zareagować. Szybko jednak udało mi się zasnąć.
            Sen okazał się jednak płytszy niż mogłem się spodziewać. Słyszałem odgłosy wymiotowania, Ale nie mogłem zareagować swoim ciałem. Sen czy jawa? Nie wiedziałem czy mogę poważnie traktować te odgłosy. Po godzinie uchyliłem powieki na nowo rozmyślając o zajściach przez ostatnie 3 dni. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Szymona, który leżał tuż obok.
- Dawid? – jego zachrypiały i niepewny głos, sprawił że zakręciło mi się w głowie.
- Jestem tu. – odpowiedziałem równie cicho wbijając swój wzrok w ścianę naprzeciwko mnie. Moje serce biło, jakbym właśnie spał przy nim po raz pierwszy. Wstrzymałem oddech, gdy poczułem ciało przylegające do moich pleców. Teraz odczuwałem dyskomfort w głębi siebie. Przez ostatnie dni zachowywałem się jak idiota, a on siedział tu i tęsknił. Szymon spiął się i uronił pare łez.
- Zimno ci? – Zadał kolejne pytanie. Wiedziałem do czego pije. Przeszkadzała mu bluza mojego byłego, którego Szymon nienawidził.
- Jest zimno. – odpowiedziałem chłodno, określając nie tylko temperaturę za oknem, a i w tym pokoju, w atmosferze… Usłyszałem dźwięk telefonu i szybko odpisałem na sms’a. Odrzuciłem telefon na szafkę, a Szymon znów się odezwał.
- Możesz zdjąć tę bluzę? Proszę… - dłoń, która sięgnęła do mojej koszulki zacisnęła się na niej z nerwów, które małe ciało uparcie próbowało ukryć. Milczałem spinając się…
- Po co? Jest ciepła. – odpowiedziałem zgrywając głupiego. Często to robiłem, ludzie czuli się swobodniej.
- To weź sobie inną, ta jest jego! Nie chce czuć tego zapachu na tobie… Zwłaszcza w naszym łóżku. I nie chce jej na tobie widzieć. – powiedział pewny siebie i siadł chwytając kolejnego papierosa. Wiedziałem, że to za dużo dla niego. Zerwałem się z łóżka wkurzony i wyszedłem z pokoju. Wróciłem szybko w jednej ze swoich starych bluz. Stanąłem przy łóżku wbijając w jego postać puste oczy. – Dziękuję… - nie zdążył powiedzieć nic więcej z powodu natarczywego kaszlu. Poruszył się jakby powstrzymując wymioty. To mnie na prawdę zaniepokoiło. Mogłem teraz zrozumieć że mara senna była rzeczywistością. Podgryzłem wargę i dopadłem do niego odbierając papierosa. Objąłem go ramieniem i wsunąłem fajkę między własne wargi dopalając ją do końca samemu.
- Nie pal już. – powiedziałem z pretensjami, podczas gdy Szymon objął mnie mocno i zacisnął dłonie na moich plecach. Kaszlał jeszcze chwilę powoli się uspakajając.
- Już jest okej… Dawid, jesteś na mnie zły?
- Nie. – Kłótnie Pare dni temu zapoczątkowała to złość na niego, a to co potoczyło się potem, to była moja wina. Ale nie byłem gotowy się przyznać. Zaczął mnie przepraszać zapewniając, że cała tamta kłótnia była jego winą. Wkurzony tym oderwałem się od Szymona i runąłem na łóżko. Nie miałem ochoty tego wysłuchiwać.
- Mogę?
- To nasze łóżko, nie pytaj mnie o pozwolenie. – prychnąłem zamykając oczy. Poczułem jak wtula się w mnie swoim ciałem i powoli się uspakaja. Wcześniej był taki spięty…
- Dawid, mogę cię o coś zapytać? Jestem zmęczony, a to nie daje mi spać.
- Jasne, mów. – Już byłem pewien, że muszę się wygadać z całą sytuacją między mną, a Filipem. Wstrzymując oddech czekałem na pytanie.
- Wiem, że cię to odpycha, ale korzystałeś z usług dziwek? – totalnie mnie zszokował pytaniem. Zamyśliłem się na dość długo i opowiedziałem mu o jednej, jedynej wizycie której dostąpiłem mając 18 lat. Zasugerował mi właśnie… Że to był on. Patrzyłem na niego zszokowany przez długi czas. – Poznałem cię po oczach złotko… Masz ładne oczy. – uśmiechnął się szeroko obserwując mnie. – Poza tym wspomniałeś coś wtedy o Filipie. Nie wiem co, ale nic konkretnego. Teraz jakoś mi się to przypomniało, gdy myślałem.
- Filip wtedy był w więzieniu… Pięć lat pracowałem by go wydostać stamtąd. – zamyśliłem się po czym mnie olśniło. To musiał być on. Wszędzie poznam ten perwersyjny uśmiech. Owszem, mój mąż kiedyś pracował jako męska dziwka na ulicy. Ale obecnie miał mnie i nie mogło się to zmienić… Nigdy. Nawet z powodu moich uczuć do Filipa. Jeszcze chwile rozmawialiśmy o tamtym zdarzeniu po czym on nazwał to… przeznaczeniem na co się skrzywiłem. Przeznaczenie zawsze kojarzyło mi się z Filipem. Był częścią mojego życia. Odwróciłem się tyłem do niego i uśpiony czułym pocałunkiem w ramie zasnąłem.

            Wstałem jako pierwszy i od razu pomyślałem o jedzeniu. Brzuch niestety dawał mi o sobie znać. Zerknąłem jeszcze raz na twarz ukochanego i ruszyłem do kuchni. Nie musiałem zbyt długo czekać na Szymona, bo kończąc kanapkę zastałem go w drzwiach. Przywitaliśmy się po czym zadał niezręczne pytanie.
- Po co nosisz nieśmiertelnik?
- Znów działam.
- Niby w czym? – widziałem jak zmarszczył brwi. Wyczuł niepokój? – Gangu już nie ma.
- Ale porachunki zostały. Gangu nie ma, ale nie zapomina się o niedokończonych sprawach. – zsunąłem się z blatu stołu na którym siedziałem od dawna i odruchowo dotknąłem nieśmiertelników.
- Średnio mi się to podoba. I co? Teraz mam przywyknąć do tego, że znikasz na chuj wie ile.  Szlajasz się z Filipem po mafiach i nadstawiasz na niego karku…. A ja jak grzeczna żonka mam czekać z ciepłym obiadkiem, tak? Porało was!
- Dobrze wiesz o układach. Jak już się w to mieszasz to nie ma ucieczki. – warknąłem czując zbliżającą się kłótnie. Wyciągnąłem kolejne piwo z lodówki. – Myślisz, że celowo wróciłem? Serio? Nie liczę, że będziesz na mnie z obiadem czekał, bo już obiecałem ze zajmę się w związku gotowaniem.
- Ja dałem rade wszystko uporządkować, odciąć się od dilerki i uregulować rachunki. Jakoś było dobrze, gdy nie utrzymywałeś kontaktu z Filipem. Było dobrze… Mieliśmy spokój! I nagle ta szmata wpierdala się w nasze życie i znowu mi cię odbiera! – wrzeszczał. Spiąłem się i spojrzałem na niego groźnie. Nie pozwolę mu podnosić na siebie głosu.
- Nie jest szmatą. Nie muszę ci się ze wszystkiego spowiadać.
- Nie ze wszystkiego… Ale to jest dość istotne, wiesz? Kurwa Dawid! Gdybym wrócił do dilowania i nie wracał na noce do domu lub pojawiał się pokaleczony to nie reagowałbyś tak?! Powiedz mi o co chodzi.
- Oni się na mnie wciąż czają, a Filip mnie uratował. – powiedziałem chłodno powoli popijając puszkę piwa. Kątek oka widziałem jak zaciska wściekły pięści.
- Czemu wcześniej nic nie powiedziałeś? Było dobrze, aż nie wyszedłeś z Filipem…
- Wyszedłem się przewietrzyć, gdy zaczęli do mnie strzelać! Kurwa, sam po niego zadzwoniłem!  
- Mogę jakoś przecież pomoc... Nie zabronię ci się z nim spotykać. Okej, jak chcesz... Ale bez tego jebanego nieśmiertelnika... Dla mnie to znak jakbyś znów należał do niego... Znowu był jego pieskiem. – moja irytacja wciąż wzrastała. Odłożyłem piwo i wyciągnąłem w jego stronę dłoń z błyszczącą obrączką.
- Akt własności juz mam przypisany. Nie mogłeś pomóc, bo oni chcieli Filipa. Trochę nam się przedłużyło, bo doszła sprawa rodzinna z Filipem, test i pare innych nieprzyjemnych sytuacji.
- I co? Teraz tak będzie zawsze? Że ja mam tu siedzieć i zastanawiać się czy wrócisz?
- Szymon, to była sytuacja awaryjna. Będzie brana pod uwagę, gdy ktoś mnie będzie atakował. Nie mam zamiaru się w to mieszać.
- Obiecujesz mi? – wpatrywał się we mnie swoimi zranionymi, a zarazem pełnymi miłością oczami. Ciężko odetchnąłem i przekręciłem głowę na bok.
- Obiecuje, że postaram się nie wplątać w nic niebezpiecznego. Zadowolony?

            W przeciągu następnej godziny znalazłem się w salonie. Wsłuchiwałem się niepewnie w otaczającą nas ciszę. Było coś o czym MUSIAŁEM mu powiedzieć. Czułem się do tego zobowiązany jako przyjaciel, kochanek i mąż. Ukrywanie prawdy do tej pory sprawiało mi nie lada problem, bo w głębi siebie od dawna toczyłem walkę. Walkę o uczucia, którymi darzyłem dwóch, zupełnie różniących się od siebie mężczyzn.
Filip, zawsze poważny i ponury. Wysoki, szczupły ale umięśniony mężczyzna, starszy o pare lat. Gotowy zabić bez mrugnięcia okiem, a przede mną potrafił się otworzyć. Mogłem słyszeć jego śmiech i czuć gładzące moje włosy, duże, ciepłe dłonie. Zwykle jednak nie było tak pięknie. Filip, zwany „Łasicą”, nie potrafił radzić sobie z emocjami, przez co wyładowywał się na mnie. Ciągłe gwałty, przemoc fizyczna i psychiczna totalnie mnie zniszczyły. Mimo to wciąż byłem wpatrzony w niego jak obrazek, będąc gotowy zrobić dla niego wszystko. Traktował mnie jak rzecz, a ja nie miałem nic przeciwko. Często mnie z tego powodu nazywał dziwką, a jego postępowanie często mnie właśnie w tym utwierdzało. Wiedziałem, że pod tą maską krył się zraniony przez życie człowiek. Mimo wszystko wiedziałem, że mnie kocha i ochroni przed złem wymierzanym przez innych. Tylko on mógł mnie ranić.
A Szymon? Niski, ale wciąż lepiej zbudowany ode mnie. Zawsze przedstawiał siebie jako osobę radosną, często się uśmiechał skrywając w sobie ciężar przeszłości. Pracował jako męska prostytutka i przeżył wiele ciosów od losu. Ze mną podzielił się swoimi przeżyciami, zaufał. Ale nie o to tu się rozchodzi. Od dawna w jego życiu ja byłem w centrum. To on o mnie się troszczył i leczył moje rany. Był gotowy znieść moje humorki i wysłuchiwał o Filipie. On od początku go nienawidził. Mężczyzna zniszczył spokój w jego życiu i wciąż mnie mu odbierał. Wiele razy go skrzywdziłem, a on wciąż pozwalał i wracać do siebie tak, jakbym był jego powietrzem, jakbym był jego życiem. Rezygnując ze związku z Filipem, chciałem mu to zrekompensować. Czułem się winny temu, że tak późno dostrzegłem jego starania i troskę. On wciąż na mnie cierpliwie czekał…

Teraz leżałem w pokoju zastanawiając się, jak mogę tak go oszukiwać. Jak mogę wciąż kochać kogoś kto tak zranił mnie i mojego męża. W końcu musiałem to powiedzieć, zranić go by potem na nowo go przytulić i uspokoić. Delikatnie gładziłem nadgarstek, który wczoraj zraniłem. Dawno nie odważyłem się tego zrobić, ale czułem się zagubiony we własnych uczuciach. Teraz czułem wstyd, bo obiecałem Szymonowi, że więcej tego nie zrobię… W końcu wypaliłem z rozmową.
- Pamiętasz co mówiłem ci przed ślubem?
- Przed ślubem? Ze ślubu tak... Ale przed to tak nie za bardzo. – Patrzył na mnie jakby chcąc zrozumieć moje słowa. Krzywił się lekko odpowiadając w zamyśleniu. Wciągnąłem powietrze powoli je wypuszczając. Nie wiedziałem jak zareaguje ale wolałem te rozmowę już mieć za sobą.
- Wciąż go kocham. – na te słowa spiął się i zagryzł wargę, co robił często, gdy się denerwował. Usłyszałem z jego ust warknięcie.
- Zajebiście... W takim razie gratuluje odnowienia kontaktu.
- Nic mnie z nim nie łączy. – zapewniłem go szybko. - Nic miedzy nami nie było wiec nie musisz się martwic. Nie zostawiłbym cię dla niego.
- Ale go kochasz. Jak ja mam to rozumieć, co? – powiedział z trudem, a ja odetchnąłem wstając i podchodząc do niego. Szymon spiorunował mnie spojrzeniem.
- Bo nie umiem z tym walczyć,  z uczuciem nie wygram. Ale to nie znaczy ze przestałem kochać ciebie… - ściszyłem głos wpatrując się w niego z niepokojem. Nie chciałem by mnie odtrącił. Szymon za to odetchnął i spojrzał na mnie.
- Dobra... Ufam ci, Dawid.