Okej. No to mamy 1 rozdział "Utraconego Miasta"! Dużo informacji i imion ale myślę, że da się ogarnąć. Od razu ostrzegam o występującej w opowiadaniu tematyki yaoi (boyxboy). Żeby potem nie było, że nie ostrzegam. :c
Utracone Miasto
Rozdział 1
- Max! Wracaj! – wołanie nie zatrzymało biegnącego psa. Jego sapanie zagłuszało ciszę między ruinami jednego z budynków. Mężczyzna o czarnych włosach spokojnie zmierzał w kierunku, w którym pobiegł jego pies. Przywitało go niedbałe graffiti znajdujące się nad wejściem przy jednym z murów. Przystanął i skupił się na rozczytaniu liter - „Utracone Miasto”. Wzruszył ramionami i ruszył dalej w poszukiwaniu zwierzęcia. Stawiał pewne siebie kroki ciężkimi glanami. Za dzielącą go od psa ścianą, owczarek niemiecki rzucił się mnie i przewrócił prosto na ostre kamienie. Poczułem ból w plecach i krzyknąłem zszokowany.
Zaśmiał się
cicho widząc jak Max siedzi na MNIE i uparcie obmywa swoim językiem
MOJĄ twarz. Warczałem przy tym próbując odsunąć od siebie te śmierdzącą bestię. Wciąż rozbawiony brunet chwycił psa za obrożę
odciągnął go. Czułem jak mierzy mnie całego wzrokiem, zapewnie oceniając. Skrzywiłem się, gdy wyciągnął rękę lecz nie korzystając z pomocy sam wstałem i otrzepałem swoje ubranie składające się
z wąskich, czarnych spodni i szarej koszulki. Brunet wciąż nie odrywał wzroku. Irytujące. Zerknąłem na niego szybko również oglądając. Wysoki, postawny... metal. Ubrany na czarno z glanami i łańcuchem przy spodniach. Jego włosy związane były w niewielki kucyk. Staliśmy jeszcze tak w
niezręcznej ciszy aż nie usłyszeliśmy dziewczęcego pisku.
- Cholera… - zdążyłem mruknąć, nim na szyję
rzuciła mi się zgrabna blondynka o długich pofalowanych włosach.
- Luka! Gdzieś ty był?! Ethan cię szuka! Już pół godziny
siedzi zniecierpliwiony! – dziewczyna wydęła usta i zerknęła na wysokiego
przybysza. Mimowolnie się zarumieniła i puściła szyję chłopaka. – A to kto…?
- Nie wiem, ale jego pies zdaje się być natarczywy… To upierdliwe. – prychnąłem chowając swoje dłonie w kieszenie spodni. Zerknąłem niby to przypadkiem
na nią próbując zrozumieć dziwny rumieniec, który pojawił się na jej twarzy.
Czyżby wreszcie ktoś wpadł jej w oko?
- Max. – oboje zmarszczyliśmy brwi równo z Lisa wpatrując się w wysokiego chłopaka. Max? W końcu usłyszeliśmy śmiech mężczyzny. – Mój pies.
- Aaa..! – dziewczyna nagle rozpromieniła się i złączyła
dłonie klaskając przy tym. – A ty? Jak się nazywasz? W jakim celu tu
przyszedłeś?
- Russel. – przedstawił się jednym słowem. Ze szczęśliwej
dziewczyny przeniósł wzrok na mnie. Ja na to szybko spojrzałem w inną
stronę, a uwaga Russela powróciła na dziewczynę, która zrobiła zgrabny
piruet. Pozwoliła, aby przy tym jej zielona sukienka ponętnie zawirowała. Była
świadoma swojego pięknego ciała.
- Ja jestem Lisa, a ten tu ponurak to Luka. – dziewczyna
przedstawiła mu także swoje lśniące zęby. – Więc? Co cię tu sprawdza?
Zadając to
pytanie Russel zebrał swoje myśli. Dotarł do Utraconego Miasta, zniszczonego
osiedla w którym młodzi ludzie zbierali się, aby wypić, zażyć narkotyki lub
zaliczyć dziwkę. Widziałem jak marszczy swoje brwi. Pewnie próbował nas oceniać. Dyskretnie próbowałem uciec gdy skupił swoją uwagę na dziewczynie.
- Mój pies tu przybiegł. Chciałem go złapać ale widocznie
udało się to komuś innemu. – poczułem wzrok rozbawionego Russela, zanim zniknąłem za murkiem. Upierdliwy Max ruszył za mną. Lisa odwróciła się znów w stronę przybyłego przyglądając mu się wciąż
rumiana na policzkach.
- Słyszałeś o tym miejscu?
- Co nieco. Podobno to miejsce nie jest strzeżone i każdy może tu robić co
chce. – Russel dyskretnie rozejrzał się dookoła. Wszystkie ściany, a
raczej jej resztki, były bardzo zniszczone. Przyozdabiały je różne napisy i
rysunki.
- Dokładnie. Muszę dołączyć do znajomych. Idziesz ze mną? –
zamrugała kusząco i nie czekając na odpowiedź udała się prosto w stronę, gdzie
zniknąłem. Russel wiedząc, że i tak musi odnaleźć psa, powoli poszedł za
dziewczyną. Dotarł do zniszczonego pomieszczenia, w którym znajdowało się pare
desek, które miały imitować ławki. Zmierzył wzrokiem zebrane osoby. Dziewczyna
dosiadła się do jakiejś hipsterskiej Chinki. Na prostopadle ułożonej do nich
ławce siedział chłopak z tunelami i kolczykami w twarzy. Entuzjastycznie
opowiadał mi o jego ulubionym zespole. nie byłem zbyt zainteresowany tym co do mnie mówił więc zajmowałem się głaskaniem Maxa. Odkryłem że jest o wiele słodszy niż myślałem. Max chyba mnie polubił po próbował lizać mnie po dłoniach żywo merdając ogonem. Russel dosiadł się obok i przeciągnął, co nie umknęło uwadze Lisy. Starałem się zlekceważyć że wybrał miejsce obok mnie. Czułem jednak obowiązek wprowadzenia do w towarzystwo.
- Kate Lu i Ethan Tarver. A to Russel. –
powiedziałem jakby od niechcenia. Max położył łapy na moich udach domagając się pieszczot.
- Mimo cię poznać. – Odezwał się roześmiany chłopak z
tunelami. Emanowała od niego pozytywna energia. – Widzę, że Lisa już zdążyła
cię wciągnąć do naszej paczki. – uśmiech nie schodził Ethanowi z ust co
wywierało pozytywne wrażenie o chłopaku. Russel nie dostrzegł, że w tym samym
czasie siadła przy nim kolejna osoba.
- Nie jestem pewien czy od razu mógłbym być jednym z was. –
wybronił się mężczyzna szczerząc się. – Szybko jesteście w stanie przyjąć
nowych.
- No proszę cię! Przyda się każdy który pomoże trochę
zarobić!
- Zarobić? – Russel uniósł brew.
- Na pewno słyszałeś o tym co się mówi o Utraconym Mieście.
Tutaj chodzi o wydawanie i zarabianie. Prostytucja, narkotyki… lub przebywanie
w dobrym towarzystwie. – dodał Ethan jakby chcąc się wybronić z podejrzeń.
Russel jeszcze chwile na niego spoglądał.
- Uznałeś że miałbym pomóc wam zarabiać. Za przebywanie
między wami raczej opłat nie pobieracie.
- Bystry! – pisnęła Lisa i objęła ramieniem Chinkę, na co
Kate się nieśmiało uśmiechnęła. – Nie od razu ci jednak wszystko zdradzimy. –
dodała spokojniejszym tonem głosu.
- Nathaniel. – odezwał się w końcu cichym głosem najniższy z
zebranych i nieśmiało wyciągnął rękę w stronę nowego. Russel w końcu spojrzał w
jego stronę. Krępej budowy chłopak z czekoladowymi włosami. Brunet uścisnął
mu dłoń nie odrywając wzroku od jego twarzy. Uparcie przyglądał się jego piegom,
które otaczały jego nos. Ale coś jeszcze przyciągało jego spojrzenie.
Niesamowicie niebieskie oczy w których właśnie odpłynął… Nathaniel miał
przyspieszony oddech, speszony jego spojrzeniem. Mimo wszystko też w skupieniu
obserwował oczy Russela. Ogarnęło ich dziwne uczucie fascynacji… Patrzyłem na nich zdziwiony. Czyżby wpadli sobie w oko?
- Ej, chłopaki! – Lisa stała tuż nad nimi dziarsko
podpierając ręce na biodrach. – Oderwalibyście się od siebie co?! – prawie
krzyknęła, a jej policzki ozdobił rumieniec. Zadrżałem momentalnie słysząc swoje imię. – Luka! Weź Russela z Maxem i pokaż im
teren.
- Ale dlaczego ja?! – zmarszczyłem brwi ale szybko
wstałem, wiedząc, że dziewczynie nie można się sprzeciwiać. Potem skierowałem się w stronę wejścia. Stał tam obcy mężczyzna… Nikt z przybyłych nie
miał odwagi spojrzeć w tamtą stronę. Prychnąłem głośno i minąłem mężczyznę powstrzymując się, by nie zgromić go spojrzeniem. Russel
ocknął się słysząc moje ciężkie kroki. Nie dostrzegł, że wciąż trzymał dłoń Nathaniela. Szybko zerwał się i pośpiesznym krokiem razem z psem starał się mnie dogonić.
Szliśmy w
ciszy po kamieniach, będąc już na świeżym powietrzu. Russel czuł się dość
niepewnie, bo wroga atmosfera dawała o sobie znać. Ja natomiast emanowałem wściekłością spowodowane wizytą mężczyzny. Brunet szedł tuż obok próbując zrozumieć moje zachowanie. Mimo napiętej atmosfery między nami,
pies zdawał się być szczęśliwy. Biegał po skałach i jak wariat skakał dookoła
nich.
- Chodzisz z nią? – Brunet w końcu odważył się odezwać. Nie
lubił, gdy zapadała cisza, lepsza już była rozmowa o niczym. Widząc, jak wpatruję się w niego z uniesioną brwią odezwał się na nowo. – Czy chodzisz z
Lisą?
- A co? Spodobała ci się? To trochę nie w porządku wobec
Nathana, nie? – prychnąłem i odwróciłem wzrok szukając czegoś pod sobą. Chwyciłem jeden z kamieni i rzuciłem gdzieś przed siebie. Max zadowolony pobiegł znaleźć
latający przedmiot.
- Co? Nie! To znaczy to bardzo ładna dziewczyna i w ogóle… Z
resztą co Nathaniel ma do tego? – Russel zmieszany pytaniem nie odrywał ode mnie wzroku. Spokojnie szedłem rozglądając się za kolejnym przedmiotem do
rzucenia.
- W Lisie nie można się zakochać. – odparłem chłodno omijając
sprawę z niskim chłopakiem. Wolałem od razu na starcie wytłumaczyć mu pare
rzeczy. Im szybciej tym lepiej. – Jak myślisz, dlaczego się chciała ciebie stamtąd
pozbyć? – zerknąłem na niego pytającym wzrokiem.
- Nie wiem. Z resztą skąd miałbym wiedzieć takie rzeczy?
Znam was raptem 20 minut! – odetchnąłem na te słowa i wdrapałem się na mur
otaczający budynek. Rozsiadłem się na nim wbijając wzrok gdzieś przed
siebie. Russel szybko dołączył do mnie i siadł tuż obok. – Więc?
- Lisa jest prostytutką. Tamten w drzwiach przychodzi do
niej. – powiedziałem ściszonym głosem. Ta sytuacja wywierała na mnie smutek jak i
złość, która szybko dała o sobie znać. – To chore! To moja przyjaciółka, a daje
się tak traktować! Chce jej pomóc i staram się to robić na wszystkie sposoby, a
ona jednak nie chce tego zrozumieć i dalej puszcza się z tymi niewyżytymi
chujami! – Zaciskałem palce na cegłach próbując w ten sposób dać upust swoim
nerwom. Zacisnąłem wargi chcąc się jakoś uspokoić. Spuściłem głowę i wzmocniłem ucisk
palców. – Mam tego dość, ona cierpi. Ja to wiem, znam ją. W głębi siebie ona
tego nie chce. A musi…
- Luka… - odezwał się ze ściskiem w gardle Russel. Moje imię brzmiało w jego ustach tak spokojnie... Russel wrócił myślami
do roześmianej dziewczyny. Jej zgrabnych i prowokujących ruchów. Pamiętał też o
brodatym mężczyźnie czającym się w drzwiach. Czemu wcześniej o tym nie
pomyślał? Zabiłby gnoja. Żeby tak wykorzystywać bezbronną dziewczynę?! Skupił
się teraz na Luce. Dopiero się poznali, a on mógł już tak wiele mu powiedzieć.
W sumie najłatwiej zwierzać się osobie której się nie zna. Nie może cię wtedy
oceniać.
- Spodobałeś się jej… A ona nie chciała byś o tym wiedział.
Pierwszy raz widziałem jak się rumieni na czyjś widok, jak nie może oderwać od
kogoś wzroku… Nie chciała byś źle o niej myślał. Ethan też to dostrzegł,
dlatego chciał byś z nami został. – ściszyłem głos wyraźnie się uspakajając.
Zerknąłem na Russela błyszczącymi oczyma. Miałem ochotę się rozpłakać przeżywając sytuację Lisy. Była moją drogą przyjaciółką. – Błagam… Nie odtrącaj jej za to
co robi… - załamanym szeptem zadałem cios Russelowi. Poczułem jak obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami. Nie często inni przytulali mnie w ten sposób. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Nie będę osądzał jej bezpodstawnie. Ludzie żyją jak tylko
mogą, bez względu jakie metody utrzymania wybiorą… Chcą żyć i pokazać każdemu
że potrafią sobie radzić. – uspakajał mnie delikatnym głaskaniem po głowie. Czuł się dziwnie i nieswojo spoczywając w ramionach tego mężczyzny. Ale powoli
dochodziłem do siebie. Dopiero teraz dotarło do nie jakim emocjom pozwoliłem z
siebie wypłynąć. I to przed nieznajomym! Szybko wyrwałem się z uchwytu i
zeskoczyłem z muru. Nie mogłem sobie pozwalać na chwile słabości! Max w sekundzie już był przy mnie.
- Idę do domu. – mruknąłem jeszcze na odchodne i zacząłem się
szybko oddalać. Brunet w ciszy obserwował moją znikającą sylwetkę, po czym
westchnął i zaczął rzucać psu patyki chcąc się czymś zająć.
Teraz
musiał podsumować ten dziwny dzień. Pies zaprowadził go do Utraconego Miasta
gdzie spotkał grupkę młodych osób. Zimnego, ale wrażliwego Lukę, atrakcyjną
prostytutkę Lisę, uroczego Nathaniela… Nie pominął także wspomnienia o radosnym
Etanie i cichej Kate. Nie spodziewał się, że wychodząc z psem na spacer, mógł
tak spędzić tę godzinę. Dopiero zaczął zdawać sobie z tego w co został
wplątany. Pozna sekrety Utraconego Miasta.