Rozdział 2
-Haha! I pomyśleć, że w końcu nasz Nathan się zakochał! -
Ethan wyraźnie rozbawiony gestykulował rękami podczas swojej wypowiedzi. -
Miałeś wtedy taką minę: "Ah! Już nie puszczaj mej dłoni!" Co
najlepsze, nie puszczał! Ej Luka, jak myślisz? To miłość? - Chłopak zerknął na mnie, wyraźnie mając niezły ubaw. Nathaniel
nie wyglądał na zadowolonego. Wciąż zażenowany wyczynami kolegów siedział na
ławce pokryty czerwienią.
-
Przestańcie..!
- Na
pewno. Widząc ich pierwsze spotkanie jestem skory uwierzyć w miłość od
pierwszego wejrzenia. Byli w siebie wpatrzeni jak w obrazy. - Zaśmiałem się i podszedłem bliżej Ethana, który ujął moją dłoń.
-
Nathanielu... Ja zawsze czekałem na ten moment... - powiedział teatralnie Ethan
i z poważną miną patrzył w głąb moich bursztynowych oczu. Od r azu załapałem do czego dąży.
-
Czyżbyś czuł to samo co ja..? - wyszeptałem unosząc jego dłoń do ust i nieśmiało
wpatrywałem się w niebieskie oczy. - Od zawsze pragnąłem kogoś takiego jak ty...
-
Pragnę cię! Pragnę byś był ze mną już na zawsze! Chce ciebie i twojego ciała...
- Poczułem uderzenie w plecy. Ethan docisnął mnie do ściany starając się ująć sytuacje w bardziej intymną.
- Nie
tak szybko! Ja... Nie jestem gotowy. -wybroniłem się szybko naśladując głos zawstydzonego kolegi.
- Ja tak nie mowię..!
-
Będę delikatny... - brunet zignorował sprzeciw Nathaniela i musnął ustami moją szyję. Mimowolnie spiąłem się, wciąż pamiętając jednak o zabawie.
Uniosłem nogę i pozwoliłem Ethanowi podtrzymać ją w górze. Zdziwiła mnieo dobra gra aktorska Ethana i jego śmiałość. Bowiem bez
problemu docisnął swoje biodra do moich i... ściskał mój pośladek. Nie udało mi się ukryć już widocznego na twarzy rumieńca. Mój tyłek był strefą bardzo wrażliwą...
- Ah,
Russel... Jesteś moim pierwszym, nie chce by bolało..!
- Już
wystarczy! - dał o sobie znać Nathaniel.
- Nie
bój się... Obronie cię... Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. -
Usłyszałem przy uchu czuły szept Ethana. To wciąż była
gra? Ethan w końcu powiedział to
na tyle cicho , że Nathan nie mógł tego usłyszeć. Chłopak odsunął się, by zerknąć mi w oczy na nowo.
-
Russel... - mruknąłem cicho, aby sprawić pozory, że traktuje to wciąż
jako tą zabawę. Nie zdążyłem jednak dokończyć, bo Ethan krótko mnie pocałował.
- Ej! - młodszy chłopak szybko
uciekł przez zniszczone wejście. Rozproszony ja nie czekałem i rzuciłem się w pogoń za towarzyszem zostawiając
czerwonego przyjaciela samego. Będzie mnie jeszcze całował, co to to nie! - Zniszczyłeś zabawę!
- Ale
widziałeś jego minę? – Ethan przystanął odwracając się w moją stronę. - Z reszta Russel i
tak to wszystko widział. Akurat stał w oknie. - Tak nazywał otwory okienne,
które nijak się miały do
okien.
- Co
proszę?! Jak to widział?! Przecież to wszystko co robiliśmy... - niemal pisnąłem zawstydzony i szybko schowałem twarz w dłoniach. On widział? Jak to? Kiedy?
Przecież prawie jęczałem jego imię! Oczywiście dla żartu ale... To
wyobrażenie, że Russel był świadkiem takiej roli wprawiało w uczucie
wstydu.
-
Specjalnie to tak rozegrałem. - Kontynuował Ethan nie przejmując się moim zrzędzeniem.
- Teraz mają przynajmniej możliwość, aby posiedzieć
we dwójkę. - Przemilczałem to. Czyżby na prawdę planował to od samego
początku? Po Ethanie można by było się w sumie spodziewać wszystkiego. Russel i Nathan mogliby tworzyć uroczą parę. Ale to by mi zabrało przyjaciela i... Russela? Przypomniało mi się w jednym momencie jak trzymał nie w swoich ramionach.
- Ej.
Niezły jesteś. - skomentowałem w końcu z uśmiechem, odrzucając zbędne odczucia i
pytania. Ruszyłem wraz z Ethanem przed siebie. Szliśmy tak dość długo, aż nie postanowiliśmy się ścigać na dach budynku. Brunet dotarł
pierwszy i rozsiadł się przy
murku, który otaczał powierzchnie
dachu. Poklepał miejsce obok siebie i szybko do niego dołączyłem.
***
Russel
niepewnie wszedł do pomieszczenia tuż za psem. Max jak szaleniec zaczął biegać od ściany do ściany. Jego
właściciel skupił swój wzrok na zawstydzonym Nathanielu,
który speszył się na jego widok jeszcze bardziej.
Cicho dosiadł się do niego i
czekał aż Nathan rozpocznie
rozmowę. Po paru minutach jednak miał dość niezręcznej ciszy i sam się odezwał.
- Nie
przejmuj się nimi, żartują sobie tylko. - posłał chłopakowi pocieszający uśmiech, którym miał zamiar podnieść go na duchu. Ten jednak nawet
się na niego nie spojrzał. - Ej no nie olewaj mnie. Słuchaj, oni mogą sobie
gadać co tylko chcą, tego im nie zabronisz. Ale nie bierz sobie do serca
wszystkiego. - Russel skrzywił się
nieznacznie i stanął naprzeciw chłopaka. Z jednej strony wyglądał na
przygnębionego, co sprawiało, że brunet chciał go pocieszyć, a z drugiej...
Musiał przyznać, że był uroczy. -
Wstawaj, zabieram cię na herbatę i ciastko.
- Nie musisz...
-
Musze. Nie mam zamiaru patrzeć jak jesteś w takim stanie. - Widząc, że
Nathaniel w końcu odważył się podnieść głowę, ruszył do wyjścia. - Nie zostawaj w
tyle!
Po niepełnych 20 minutach drogi dotarli do bloku,
w którym mieszkał Russel. Powolnym tempem wdrapali się na pierwsze piętro i
jako pierwszego wpuścili Maxa. Następnie wszedł Nathaniel, a tuż za nim
właściciel mieszkania. Chłopiec dyskretnie rozejrzał się po pomieszczeniach.
Nie było tu dużo miejsca i raczej wszystko było zagracone. Wiele rzeczy tkwiło
jeszcze w kartonach, jakby dopiero się rozpakowywał. Korytarz był w morelowym
kolorze, a pokój Russela kremowy. Oprócz tego, w mieszkaniu znajdowała się
jeszcze tylko kuchnia i toaleta. Nathan zasiadł na jedynym krześle tuż przy
niewielkim stole. Max w tym czasie podreptał wyjeść karmę z miski. Russel
zniknął w kuchni i pojawił się po 2 minutach z ciastkami i paluszkami. Rozłożył
przysmaki na stole i odetchnął.
- Herbata się robi. Chyba że wolisz kawę?
- Herbata wystarczy... - mruknął
niepewnie gość nie patrząc w stronę Russela. Dziwnie czuł się siedząc sam na
sam w mieszkaniu z obcym mężczyzną. W końcu nie było to tak zupełnie
bezpieczne. Z rozmyślań wyrwał go głoś należący do Russela.
- Sory, że tak brudno i biednie z tym jedzeniem ale nie wiedziałem, że
sprowadzę tu jeszcze dziś gościa. W sumie jeszcze nikt tu nie przychodził, więc
jesteś pierwszy... - Nathanielowi na te słowa stanęło coś w gardle z podekscytowania. - Chcesz
coś konkretnego do jedzenia? Nie wiem... Jakaś kanapka czy coś.
- Nie, naprawdę, nie kłopocz się. W sumie lepiej i wygodniej by było gdybym już
poszedł... - powiedział i równie szybko wstał, aby jak najszybciej wyrwać się z
tego pomieszczenia. Atmosfera tutaj była taka napięta... Niemal intymna, gdyby
nie szwendający się po korytarzu pies. To go dekoncentrowało. Russel jednak nie
miał zamiaru pozwolić mu odejść i szybko chwycił go za ramię.
- Rany, nie możesz zostać? Nie rób z siebie ofiary, którą nie jesteś. Gdybyś mi
zawadzał w jakikolwiek sposób nie przyprowadzałbym cię tutaj, no nie? Więc
daj już spokój i daj mi się nacieszyć twoim towarzystwem. -
Nathaniel stał wpatrując się w oczy starszego chłopaka, po czym w końcu... się
uśmiechnął. Odważył się na to, a wręcz przyszło mu to z niespodziewaną
łatwością.
Resztę dnia i wieczoru spędzili razem śmiejąc się
i oglądając na laptopie jedną z części „Władcy Pierścieni”. W końcu oboje mogli
spędzić przyjemnie czas bez jakichkolwiek zmartwień czy uczucia samotności.
Oboje poczuli się dobrze w swoim towarzystwie.
***
Przemierzałem centrum miasta, które już zdążył pokryć zmrok. Szedłem powoli i
popijałem sok kupiony w sklepie na rogu. To było uciążliwe, że wciąż uciekałem myślami do tego co stało się zaledwie pare godzin temu. Oprócz tego zastanawiałem się także, czy
Nathan będzie na mnie zły o te wygłupy. Nie powinien, w końcu byliśmy przyjaciółmi.
No właśnie. Skoro byliśmy nimi to nie powinienem był tak z niego żartować. Skrzywiłem się lekko rozmyślając i skręciłem w kolejną uliczkę. Jeśli Nathanielowi
na prawdę podobał się Russel to chyba powinienem go wspierać. W dodatku wszystko
wskazywało na to, że owa sympatia była odwzajemniona. Przystanąłem i
wrzuciłem pustą butelkę do śmietnika. Nathaniel i Russel byli gejami? Przez
chwile stałem w bezruchu nie myśląc właściwie nad niczym. Ostatecznie wzruszyłem ramionami i
znów pokierowałem się do domu. To chyba nic złego jeśli w ich grupie pojawi się
kolejny gej. Z rozważań wyrwała mnie osoba, która właśnie we mnie weszła. Zachwiałem się, ale udało mi się utrzymać w pionie.
- Wszystko w porządku? -
słysząc głos podniosłem głowę, by przyjrzeć się tej niezdarnej postaci. Z
początku groźnie zawarczałem, ale widząc zmieszany wyraz twarzy Nathaniela od
razu złagodniałem. To tylko on. A już miałem ochotę komuś przywalić.
- Matko, człowieku uważaj...
Doprowadzisz mnie do zawału i w dodatku połamiesz. - westchnąłem i pociągnąłem w stronę jego domu. - Gdzie się tak szwendasz o tej godzinie?
Chyba powinieneś już iść spać synku. - uniosłem brew obserwując przyjaciela i
szybko zaobserwowałem jak na jego twarzy pojawiają się rumieńce.
- Byłem u Russela... -
odrzekł nieśmiało ciemnowłosy, a ja szybko skojarzyłem fakty. Romantyczny
wieczór w mieszkaniu lubego? Nieźle.
- Świetnie się dogadujecie jak na wasze drugie
spotkanie w życiu.
- No... Sam się temu dziwie.
Ale tak jest dobrze. To mój kolejny przyjaciel.
- Czy aby na pewno tylko
przyjaciel? - Starałem się wprawić
towarzysza w zakłopotanie co nie było takie trudne. Bawiło mnie, gdy policzki Nathana były pokryte
rumieńcami. - Haha! Dobra nie patrz tak bo spłoniesz. Przecież widzę co się
święci. - Uśmiechnąłem się szeroko ukazując swoje białe zęby. - Powiem tak... Atakuj
póki możesz, dopiero wtedy coś osiągniesz. Chyba za długo czekałeś na kogoś
odpowiedniego, a Russel wydaje się być fajnym gościem. - Nathaniel zawsze był
nieśmiały i cichy. Dopiero teraz nadarzyła się okazja, aby coś zmienić w swoim
nudnym życiu. Miałem ochotę pomóc w tym przyjacielowi i od razu się przy tym
zabawić w swatkę. Jeszcze zobaczy, że będzie mu dziękował!
- A on się tobie podoba? - Spojrzałem zdziwiony na przyjaciela i wybuchłem na to pytanie gromkim śmiechem.
- Mi? No proszę cię. Na razie nie szukam
chłopaka. Kibicuję wam. - uśmiechnięty podprowadziłem pod dom Nathaniela. Russel
zdecydowanie był w moim typie, ale nie poczułem do niego nic takiego co Nathan.
Przeszliśmy przez ogromne ogrodzenie do wielkiego domu. Ściany budynku były
kremowe, a dachówki w ciemnym brązie. Otaczał go ogród pełen kwiatów w
rozmaitych kolorach. Nathaniel Walker był jednym z najbogatszych dzieciaków w
mieście. Często zostawałem u niego na noc i tak też było i tym razem. Od 11 lat
byliśmy przyjaciółmi i byliśmy do siebie bardzo przywiązani. Tej nocy już nie
poruszaliśmy tematu Russela, ale Nathan już wiedział jak ma się zachować i co
zrobić... Poderwie Russela.